artykuł

Edukacja “dzikich”

Ciekawi Was, jak wyglądała edukacja indiańskich dzieci? Powszechnie uważa się, że “dzicy” nie przykładali do uczenia swoich pociech najmniejszej uwagi. Niewielu jednak wie, jak bardzo się mylą.

 

Kobieta, oczekując narodzin dziecka, już od pierwszych dni, kiedy tylko się dowiedziała, że jest w ciąży, stroniła od ludzi. Zwykle miała przydzieloną jakąś starszą kobietę z plemienia, która się nią opiekowała, a na koniec odbierała poród. Przyszła matka bardzo dużo chodziła rozmyślając i przywołując w myślach najdzielniejszych przedstawicieli swojej rodziny. Indianie wierzyli, że zwierzęta mają ogromny wpływ na to, kim dziecko będzie w przyszłości, zatem Indianki nie mogły spożywać niektórych rodzajów mięs. Uważano też, że zjadanie niektórych gatunków zwierząt może spowodować narodziny jakiegoś monstrum, miało też to zły wpływ na usposobienie i charakter dziecka.

Gdy tylko maleńki chłopiec przychodził na świat, śpiewano mu kołysanki o wielkich czynach wojowników podczas polowań lub na wojennych ścieżkach. Zwracano się do niego jak do przyszłego obrońcy plemienia. Opowiadano, że życie wielu ludzi może zależeć tylko od jego odwagi, dzielności i poświęcenia. Jeżeli to była dziewczynka, zwracano się do niej, jak do przyszłej matki wielkich wojowników.

Bardzo wcześnie dzieci przyjmowały obowiązek nauczenia się wszystkich legend swych przodków. Codziennie wieczorem jedno z rodziców lub dziadków opowiadało mu mit lub prawdziwą historię jakichś czynów. Zwykle następnego wieczoru proszono je o powtórzenie, co zapamiętały. Indiańskie dzieci są na ogół bardzo dobrymi słuchaczami o ogromnym darze zapamiętywania szczegółów, więc też szybko chłonęły kolejne legendy.

W taki sposób dzieci bardzo szybko uświadamiały sobie, kim chcą być w przyszłości i do tego wytrwale dążyły.

Musi nauczyć się tego, co konieczne, tego, co pozwoli mu stać się wielkim człowiekiem. Będzie dążył do tego, nie bacząc na niebezpieczeństwa i trudy. Takie uczucia przenikały młodego Indianina pełnego wyobraźni i odwagi. Wcześnie przekonywał się, że musi przyzwyczaić się do samotnej włóczęgi i nie bać się ani też nie stronić od samotności.

Jeżeli myślicie, że wszystkie charakterystyczne zachowania Indianina, jak np. stoicyzm, są cechami wrodzonymi, to bardzo się mylicie. Od wczesnego dzieciństwa uczeni oni byli spokoju i cierpliwości. Wyrabiano również im dobrą kondycję i uczono poszczenia. Dzieciom nie wolno było spożywać zupy z wołowiny, która była przeznaczona starcom, ani też spożywać ciepłych napoi. Pilnowano również, żeby nie jadły zbyt gorącego jedzenia, ani nie piły zbyt dużo wody.

Najczęściej dla młodego wojownika jego nauczycielem stawał się ojciec, czasem jednak nie było takich możliwości, lub rzadziej było to przyjęte zwyczajem.

Nauczyciel zabierał już małego chłopca do lasu i opowiadał o wszystkim, co tylko zobaczyli. Uczył rozpoznawać odgłosy zwierząt i tłumaczył, co one oznaczają, nazywał wszystkie napotkane ptaki. Dawał przy tym pole do popisu młodziakowi, któremu pozwalał jako pierwszemu nazwać po swojemu nowo napotkane stworzenie. Czasem się nawet udawało, z czego dziecko było bardzo dumne. Oprócz tego kazano uczniom się uważnie wszystkiemu przyglądać, a następnie codziennie wieczorem odpytywano bardzo dokładnie z wszystkiego.

Bardziej szczegółowych rzeczy dzieci uczyły się w nieco starszym wieku, czyli kiedy miały już osiem-dziewięć lat. Pytano je np. po czym rozpoznać, że w danym jeziorze są ryby, gdzie można znaleźć ptaki żywiące się rybami, skąd się biorą małe kamyczki albo rzeźby z piasku na dnie rzeki. Nie odczekiwano od razu prawidłowiej odpowiedzi, tylko uczono w ten sposób zwracania uwagi na wszystko, co nas otacza. Najlepszym nauczycielem w tym wypadku jest sama natura. Bardzo często dzieci nawet same chodziły podglądać dzikie zwierzęta tak, aby samemu pozostać niezauważonym. Dzięki temu miały okazję nauczyć się ich naturalnych zachowań, wiedziały kiedy dane gatunki mają swe gody oraz w jaki sposób walczą. Takie informacje były niezbędne do przeżycia w przypadku spotkania twarzą w twarz z zagrożeniem. Uczono dzieci polować, wykorzystując znajomość zwyczajów danego zwierzęcia.

Wymagano od chłopców znoszenia bez uskarżania się wszelkich trudów wojny. Musiał umieć dać sobie radę bez pożywienia przez dwa-trzy dni nie okazując przy tym najmniejszych oznak słabości. Musiał umieć biec dzień i noc bez odpoczynku. Musiał orientować się w dziczy zarówno w dzień, jak i w nocy.

Czasami wuj budził mnie wcześnie rano i namawiał do poszczenia z nim przez cały dzień. Musiałem przyjmować to wyzwanie. Pomazaliśmy sobie twarz węglem drzewnym, tak żeby każdy chłopiec w wiosce wiedział, że tego dnia poszczę. Wtedy mali kusiciele przez cały dzień uprzykrzali mi życie, aż litościwe słońce schowało się za wzgórzami.

Chłopcy musieli też o każdej porze dnia i nocy być przygotowani na nagły napad najeźdźców. Często więc nauczyciel bardzo wcześnie rano podchodził pod tipi swojego ucznia i zaczynał niespodziewanie wydawać okrzyki wojenne lub strzelając ze strzelby. Młodziak musiał szybko się do tego przyzwyczaić i odpowiadać gotowością do walki, jeżeli chciał doczekać się potomstwa. W nauce pomagało również “wjeżdżanie na ambicje”, czyli wyśmiewanie chłopca, jeżeli był zaspany. To była jedna z najlepszych form motywacji.

Kiedy Indianie wybierali się na wojenną ścieżkę, wypróbowywali nowicjuszy wysyłając ich po wodę. Wokół mogło być pełno zwierząt lub też zwiadowcy wrogiego plemienia, na co młodzieniec powinien zwrócić uwagę. Pod tym kątem przygotowywano chłopców od małego. Kiedy nauczyciel zabierał go na nocleg w nowe miejsce, wysyłał swojego ucznia po wodę. Ten z kolei nigdy nie mógł powiedzieć “nie”, ponieważ to by oznaczało tchórzostwo. Szedł najciszej jak mógł przez puszczę, nabierał wodę i bardzo szybko wracał do obozu. Zwykle serce już wtedy takiemu małolatowi skakało do gardła przy najmniejszym trzaśnięciu gałązki czy pohukiwaniu sowy w oddali. Wtedy to nauczyciel wylewał cenną zawartość wiadra, tykwy, czy też pęcherza i kazał ponownie iść po wodę. Dodawał mu jednak otuchy chwaląc go przy tym za tak sumienne wykonanie zadania.

Przy tym wszystkim uczono dzieci wielkiego szacunku oraz manier. Nie wolno było odzywać się do starszych, ani nawet mówić w ich obecności, chyba że sami o to poprosili. Unikano było zwracać się do kogoś bezpośrednio. Jeżeli chciano komuś okazać szacunek, używano terminu wskazującego na pokrewieństwo lub jakiegoś tytułu. Uczono również hojności dla biednych.

Podstawą całej edukacji indiańskiej była duchowość. Uczono zatem również czci do Wielkiego Ducha.

Red. Sunka Wakan


Zapraszamy do gry w The West

0 razy komentowano: “Edukacja “dzikich”Dodaj swój →

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>