bajka wydra

Pomocna łapka Wydry

W wiosce Krzyczących Stawów – jesienią, tuż przed nadejściem zimy panował zwyczaj, który był organizowany przez miejscowego szamana. Przygotowywał on zawody na upolowanie jak największego serca dzikiego zwierzęcia. Wojownicy i myśliwi wyruszyli do lasu, na prerię i w góry. Z polowania wracali przez kolejne dni, każdy ze zdobyczą – po czym zaczęli wycinać serca zwierząt. Dary chowano we wnęce kamiennego ołtarzyka, na którym stał wieczny mieszek bogactwa. Za bogactwo w ich mniemaniu uchodziła zwierzyna łowna. Młodzi tropiciele przynosili serca wiewiórek i ryb. Starsi potrafili przynieść serce wilka lub łosia, a najodważniejsi serce niedźwiedzia czy jelenia wirginijskiego. Polowano tylko na dorosłe osobniki, nie można było zabić ofiary innego łowcy. Wtedy zaklęty mieszek utraciłby swoje właściwości. Każdy polował i przy niewielkim szczęściu udawało się coś złapać. Jeden z młodszych łowców tropił jelenia, jednak pech go dopadł, ponieważ stał się pożywieniem stada głodnych wilków. Nie zostawiły w padlinie serca, kości były obgryzione do czysta. Ruszył więc polować na inną zwierzynę. Spotkał borsuka ale próba upolowania go skończyła się siedzeniem na drzewie przez cały wieczór i noc, zaatakowany zwierz był zacieklejszy niż głodny wilk.

Rankiem przedostał się nad płytkie jezioro. Myślał nad rybami ale złapał tylko jednego raka. Następnym zwierzęciem była arirania (większa kuzynka wydry) i gdy już miał ją na oku, ta zwróciła łepek w jego kierunku. Wydra nie czekała na celny rzut, przycisnęła obie łapki do siebie i zaczęła prosić ludzkim głosem by jej nie zabijał i pomógł wyswobodzić jej siostrę. Indianin nie zaatakował. Zdziwiony zgodził się jej pomóc. Wrócili nad płytki potok i Indianin musiał wyłamać duży kawał korzenia. Wyjął wydrę parskającą wodą. Stanął obok nich
a wydra przyniosła mu na wpół wypatroszonego węgorza. Serce było zjedzone ale część kręgosłupa i ogona były całe. Wydra dała mu jeszcze swój włos – gdy będziesz w potrzasku wezwij nas, a przybędziemy tak, jak dobre duchy. Podziękował za dar i odszedł ze zdobyczą. Mógł przynajmniej dalej kontynuować poszukiwania zwierzyny.

Szedł przez gęstwinę i usłyszał wołanie Indianina, który nie radził sobie z jeleniem. Wyjrzał zza krzaków, a tam młodszy od niego Indianin siedzący na konarze mocował się z pułapką na króliki, w którą zaplątał się pokaźny jeleń. Jeleń porykiwał i atakował pień drzewa, miękka okrywa poroża zwisała luźno, kawałek rogu sterczał
w drzewie. Widać było, że żadne z nich nie da za wygraną. Indianinowi zabrakło szczęścia. Nóż spadł mu
z drzewa i nie miał jak odciąć zwierzęcia z sideł. Jeleń energicznie rył trawę i co chwile rzucał się pozbawiając drzewo kolejnych warstw kory. Indianin z krzaków najpierw strzelił by przeciąć pułapkę ale szalejące zwierze skutecznie utrudniało trafienie w cienki sznurek. Kolejny strzał jeleń już odczuł. Kolejna strzała zza zarośli dobiła zwierzę. Drugi Indianin jednak nie był zadowolony, stracił zwierzynę, a to oznaczało złamanie zakazu. Wzięli serce i tyle mięsa ile zdołali do obozu. Ten, który ubił zwierzę oddał serce szamanowi aby dołączył je do pozostałych. Choć Indianin zdobył swój cel, nie mógł powiedzieć z całą pewnością, że sytuacja była czysta
i prosta. Zbliżał się czas zakończenia łowów i nie było na to rady. Tylko kilku najmniej rozgarniętych myśliwych, takich co chwycili tylko za łuk, czy inne ostre narzędzie i liczyli, że po prostu coś złapią spotkała oczywista porażka.

Nadszedł czas i wszyscy zebrali się przy mieszku bogactwa i… nic się nie stało. Szaman ze zdziwienia powtórzył taniec wokół ołtarza, a gdy nadal nic się nie działo stanął na ołtarzu i zapytał, kto pokpił sprawę tego wyśle się na polowanie magicznej skóry na nowy mieszek. Podszedł do wnęki i w żarze wygrzebał nienaruszone serce jelenia. Niezadowolony Indianin, który ubił jelenia innego Indianina zgłosił się na ochotnika. Rankiem wyruszył w las, nie mając zupełnie pojęcia czego szuka. Czym była owa magiczna skóra. Usiadł na zwalonym pniu
i przypomniał sobie o wydrach. Potarł włos zwierzęcia, a za jakiś czas zjawiły się oba stworzonka mokre
i dokazujące. Chłopak spytał, czy wiedzą coś o magicznej skórze i pokazał im stary mieszek. Zwierzaki nie od razu wiedziały o co chodzi, bo skóra była wyprawiona. Jedna, ta bardziej rozbrykana wyrwała go i pogryzła. Potem zgodnie pobiegły w konkretnym kierunku. Gdy dotarli nad mokradło, na jednym z wystających z wody konarów wisiało coś, co mogło być kiedyś pokaźnym zwierzęciem. Z brązowej płachty przebijały się wręgi żeber i kręgosłupa, łeb spoczywał zanurzony w wodzie zakryty grubą warstwą rzęsy wodnej i glonów. Drzewa nie przypominały normalnych pni – z każdego zwisały girlandy długich porostów, mchów i kwitły różne kwiaty. Indianin namocował się, chodząc po omszałych pniach, chcąc odciąć kawałek skóry ale kawałek sam odpadł. Wydry pomogły mu wyjść z bagnisk, gdzie najgroźniejsze były mięsożerne żółwie błotne. Właściwie wszystko co tam żyło i poruszało się, wolało polować niż skubać mech. Indianin wrócił do wioski, a szaman był zdumiony – po czym zaczął wyprawiać skórę na mieszek. Gdy był już gotowy, odprawił rytuał a z worka zaczęły wyskakiwać wszystkie zwierzęta według upolowanego gatunku. Był zgodny, że równowaga świata choć raz w roku została zachowana.

* Opowieść wzorowana na podstawie oryginału – “Przyjaźń wydry” według plemienia Seneków

Norrtia

Zapraszamy do gry w The-West

0 razy komentowano: “Pomocna łapka WydryDodaj swój →

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>