previous arrowprevious arrow
next arrownext arrow
Shadow
Slider

Dziennik The West

Ambroży otrzepuje się z piasku

Kwiecień roku 2019. W maju tego roku mijają dwa lata od startu serwera Muscotah. Ten start zaś zbiegł się z przełomem w moim życiu, kiedy to po maturze stanąłem na progu nowego, bardzo ważnego etapu. Kilka miesięcy później dowiedziałem się bowiem, że zostałem studentem na upragnionym od wielu lat kierunku. Jakie są moje z niego wrażenia? Ach, to już zupełnie inny felieton – ale dzisiaj mogę już o nim opowiadać.

Nastał zatem piękny wiosenny kwiecień i ciepło napłynęło nad centralno-wschodnie rubieże Europy znad Madrytu, a nawet znad Londynu, w których miałem okazję niedawno temu gościć i zaskoczyć się. Ano, przypomniałem sobie, że może być ciepło o tej porze roku. Być może to głupiutkie, ale podobne przypominanie sobie nie ułatwia błogiego żywota studenta, który musi się pochylić nad kolejnym stosem notatek.

Wówczas się właśnie musiałem pochylać intensywnie. Pochylałem się tak długo, bo zaliczeń armia pukała do wrót, jak Hannibal do rzymskich bram, że też plecy mnie boleć poczęły. Kojarzycie ten mem – „dwudziestoletni ja z siedemdziesięcioletnim bólem pleców”? Och, to zupełnie ja! Głowa zaczęła zaś parować kolejnymi procesami zachodzącymi w nerkach i płucach, doprawionych objawami zatruć ostrych i przewlekłych czy to ołowiem, czy to innymi siarkowodorami czy cyjankami. Wtedy naszła mnie myśl iście krwawa. Krwawa krwią zamordowanego czasu. Postanowiłem zajrzeć na Ten Dziki Zachód.

Zniknąłem w 2017. roku. Jak już mówiłem, czas ten stał w przedsionku przełomu, był też bardzo dla mnie wymagający. Zdarzyło mi się, owszem, zajrzeć w 2018. roku, coby zobaczyć, co słychać, jak potoczyły się losy, kto jeszcze jest. Zaktualizowałem profil, pozdrowiłem w nim druhenki i druhów. I wróciłem do przewlekłego stanu urlopowego. Teraz zaś postanowiłem zostać na bitwie fortowej. Jednej, drugiej. W sumie już ponad czterech. Gdyby nie wspaniała impreza w domu rodzinnym, wyrobiłbym się na Gallifreya z 13. kwietnia. Podjąłem w międzyczasie decyzję o reaktywacji Nowego Olsztyna. Wróciłem na dobre.

„Czy masz już pomysł na artykuł?” zapytuje mnie Lenka. „Owszem, mam.”. Byłem zaskoczony, że mnie w ogóle kojarzyła. Starej Etriel już tutaj nie spotkałem, choć widnieje w składzie miasteczka mistrzów gry. To z nią przetarłem szlaki dla „FAŁów”. Jak się okazało wtedy, drugi felieton pojawił się dopiero dwa lata po debiucie.

Nieobecności jest więcej. Jeden z napotkanych znajomków zauważył, że większości
z wypisanego panteonu w profilu już tutaj nie zastanę. W notatkach znalazłem mały dług do spłacenia. Nie ma już mojego kredytodawcy. Ale nie wszyscy zniknęli.

Gdy przywitałem się na Saloonie, wywiązała się rozmowa. Z uśmiechem wspominam przyjęcie. Jak to napisał Klawy Byk: „Dinozaur powstał z ziemi!”. „Wy mnie w ogóle pamiętacie?” zapytywałem. Co starsi mawiali, że jakże miałoby być inaczej. „Przecież rozkręcałeś ten serwer” pisali. Gdy wspomnę swoje FCA, rozmowy nocne na założonym Discordzie, cały zamysł Porozumienia Muscotah – coś w tym jest. Od groma czasu poświęcałem na Ten Dziki Zachód!

Niektórzy też wracają. Mój powrót zbiegł się w czasie z przybyciem Jormunganda. Gdy dostałem się z powrotem do Nowego Olsztyna, czym prędzej do mnie dołączył. I teraz razem na nowo uczymy się grać. Naroiło się od nowych zestawów, a tymczasem ktoś zadziwił się, zobaczywszy w moim ekwipunku zestaw Saturiwy. Saturiwowcy, zdaje się, przeszli na następny poziom ewolucji. Mimo to, ubrany w futrzastą czapkę indiańską, zdołałem zwiększyć liczbę mieszkańców wegetującego miasta do czternastu.
Z czterech, wśród których pozostał najstarszy ze znanych mi dzikozachodnich weteranów, Adam M. I chwała, bo przetrwały pisane przeze mnie opisy! I miał mnie kto zaprosić z powrotem. Za to – dziękuję.

Opisy przetrwały gdzieś jeszcze. Pamiętam tę małą batalijkę o stworzenie tzw. „sypialni serwerowej”, do której miały mieć dostęp wszystkie największe sojusze serwery. Wtedy było ich łącznie cztery.

Tę rolę począł pełnić lata temu Trójkąt Lidzbarski, z przygotowanym przeze mnie krótkim wpisem, w którym opowiadam historię tego warmińskiego fenomenu. Po powrocie do Tego Dzikiego Zachodu zauważyłem bowiem, kiedy zaczęła się moja fascynacja małą ojczyzną, z której pochodzę. I zauważyłem postęp, jaki poczyniłem. Wtedy budowałem podstawę, z której teraz przymierzam się nawet do rozpoczęcia własnej działalności popularnonaukowej z tworzeniem artykułów o fantastycznym, choć zapomnianym regionie, z którego pochodzę. To temat do innej witryny, ale pamiętajcie, że Ambroży w prawdziwym życiu jest polskim Prusakiem, dokładniej Barcjaninem! I bardzo się z tego cieszy.

Cieszy się jeszcze bardziej, bo właśnie wprowadza kolejną poprawkę do treści tego artykułu, bowiem znalazł, że jeszcze jeden fort, przez niego wybudowany, o dumnej nazwy Twierdzy Boyen – to już fortyfikacja stricte mazurska – również zachowała swój opis. Jest mi niezmiernie miło – chcę, by to dotarło do decydentów – z powodu tego gestu. Dziękuję!

Prawdę mówił ten, kto głosił, że czas płynie i w miejscu nie może ustać. Rwąca rzeka przemian nie ominęła nawet gry przeglądarkowej. Ale wciąż część zostawia coś sobie
z początków. To miłe uczucie. Miłe jest, gdy pozdrawiają stare nicki, wtedy jeszcze na początku poziomowej drogi, dzisiaj już z najlepszymi zestawami, z maksymalnymi numerkami przy nazwie. Okazuje się, że można mieć sentyment do takiej zabawy. Cóż, może dlatego znam się z Tym Dzikim Zachodem od dziesięciu lat.

To teraz, kiedy już wróciłem – widzimy się na bitwie? Do miłego zobaczenia!
I zapraszam do Neues Allenstein!

Ambroży Łezka

Zapraszamy do gry w The West

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *