bajka

Dwie świnie i pies

Wrzeszczały mewy i rybitwy, rozganiane przez drapieżnego ptaka. Na plaży leżała dziewczyna na skórkach
z dzikich, drobnych ssaków. Szumiało morze i rżały konie truchtające po mokrym piasku. Dziewczyna patrzyła w błękitne niebo, po którym leniwie snuły się barankowe kształty.
Stwierdziła, że coś ją uszczypnęło. Mały błękitny krab szczypał sobie skórki, zahaczając o jej udo.
Podniosła odważnego mięczaka i zastanowiła się, czy nie zamienić go w kamień lub imitacje piasku. Rozmyśliła się i wrzuciła go do wody. Wstała i narzuciła koc ze skór i zobaczyła dym, z ponad drzew unoszący się, zapewne nad sąsiednią wioska. Niewiele się zastanawiając co może to oznaczać poszła
w stronę ziguratu.
Potężna budowla obudowana czterema wieżyczkami i kompleksem świątynnym wznosiła się wysoko ponad gęstwinę dżungli. Pierwszy kompleks świątynny był wbudowany w wyższą kondygnację schodkowej budowli, drugi był bezpośrednio dobudowany do podstawy i wkopany nieco w ziemię, dla utrzymania stałej odpowiedniej temperatury. Przechowywano tam miód, mięso i ziarna na siew. Wszystko też służyło na odpowiednie święta, ot zwykła kapłańska rupieciarnia.
Dziewczyna zbliżała się do wioski słysząc jak ktoś biegnie. Posłaniec minął ją. Gdy dotarła, rada świątynna zebrała się i gdy ją spostrzegli, przywołali do siebie. Dziewczynę poinformowano, że jakiś idiota podpalił busz i teraz ciężko opanować sytuację.
Dziewczyna weszła rozkołysanym krokiem na szczyt wieży. Naszyjnik pojaśniał, a drzewa stojące w ogniu zaczęły donośnie trzeszczeć, matowieć i osuwać się jak piasek.
Gdy dym w końcu się rozwiał podziękowała radzie i udała się na odpoczynek. Mieszkała z rodzicami, zaradną matką i jej pechowym mężem.
Maż wrócił nadpalony, ubrudzony czymś czarnym i niechcący potknął się o nowa wazę tłukąc ją. Za to został wygoniony z domku i musiał noc spędzić pod gwiazdami.
Znalazł młode dzika. Zaczął je gonić, ale niestety nie dogonił. Po czasie gdy zaczął padać deszcz, który zmoczył wszystko – on siedział na kłodzie, a przemoczone opuszczone młode wróciło do swojego niedoszłego oprawcy i wcisnęło się pod jego nogi by uniknąć większego przemoczenia, jakby to było możliwe. Oboje też wrócili przed dom. Żona powitała go z córką z politowaniem. Z domu wybiegł piesek, nie podobny do swoich kuzynów, ale szczekający.
Córka ze swoim poczuciem humoru stwierdziła, że ojciec jest już całkiem umyty i teraz matka będzie się musiała zająć dwoma świnkami i psem. Mąż właśnie beztrosko witał się z czworonogiem.

0 razy komentowano: “Dwie świnie i piesDodaj swój →

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *