indianskielegendy1905

Legendy indiańskie: Chłopiec z kamienia

Witajcie kowboje! Dawno nie uraczyłam Was żadną legendą, więc czas najwyższy to nadrobić. Dziś trochę nauki na temat niepotrzebnego zabijania zwierząt, czy też niszczenia natury. Milej lektury oraz uważnych przemyśleń :)

 

Dawno temu mieszkało razem dziesięciu braci wraz z siostrą, która miała dopiero szesnaście wiosen. Była ona świetną zarówno kucharką, jak i krawcową, więc bracia nosili pięknie wyszywane ubrania różnymi koralikami i kolcami jeżozwierza. Mężczyźni natomiast byli znakomitymi myśliwymi i praktycznie codziennie przynosili świeże mięso do domu, które ich siostra przyrządzała na kolacje lub suszyła na trudniejsze zimowe dni.

Pewnego dnia bracia schodzili się już do domu ze swoją zdobyczą, brakowało jednak najstarszego z nich. Wszyscy zastanawiali się, czy może nie oddalił się zbytnio w pogoni za zwierzyną, siostra jednak miała złe przeczucie. Szybko pocieszył ja drugi z kolei najstarszy brat, który obiecał, że nazajutrz z rana wyruszy na poszukiwania zaginionego, podczas gdy pozostali udali się na polowanie. Niestety następnego dnia wieczorem nie zjawili się dwaj najstarsi bracia. Mężczyźni wyruszali kolejno jeden po drugim, aż młoda dziewczyna została sama.

Płakała bardzo mocno za nimi, chodziła po okolicy i szukała śladów rodzeństwa. Niestety nigdzie ich nie było widać. Któregoś razu w poszukiwaniu braci zawędrowała nad strumień. Przysiadła i gorzko zapłakała. I wtedy ujrzała na dnie płynącej wody lśniące kamyki, z których szczególnie jeden wydał jej się piękny i unikalny. Podniosła go więc i schowała do skórzanego woreczka zawieszonego na piersi. Po raz pierwszy od utraty bliskich czuła radość i spokój, choć sama nie umiała powiedzieć dlaczego. Następnego dnia odszukała to miejsce w nadziei na znalezienie odpowiedzi na to dziwne zjawisko. Położyła się na brzegu strumienia i zasnęła, a gdy się obudziła, u jej boku leżało dziecko. Był to ciężki jak kamień chłopiec, więc dziewczyna nazwala maleństwo Małym Kamiennym Chłopcem. Dziecko sprawiło, że poczuła się szczęśliwa. Maleństwo było bardzo mądre i niemal od urodzenia potrafiło też chodzić.

Chłopiec rósł bardzo szybko i uczył się nowych rzeczy. Chłonął świat jak gąbka. Pewnego razu dziecko to znalazło łuk swojego wuja i pięknie wyszywany kołczan pełen strzał i rozpierane ciekawością wypytywało co to takiego. Jego opiekunka się rozpłakała i poprosiła, aby ten poczekał aż dorośnie. Tymczasowo zrobiła mu mały łuk i strzały, a Chłopiec bardzo szybko nauczył się polować i przynosił do domu tyle zwierzyny, że starczało na codzienne potrzeby ich dwójki. Kiedy już dorósł wciąż wypytywał skąd wzięły się łuki na ścianie tipi. Matka musiała mu opowiedzieć. Młodzieniec obiecał jej wtedy, że wyruszy na poszukiwanie swoich wujów. Kobieta nie chciała go wypuścić w obawie przed utratą również dziecka, jednak ostatecznie zgodziła się, wiedząc że nie jest on zwykłym chłopcem. Żeby miała pewność, że nadal żyje, Kamienny Chłopiec zostawił znak na swojej poduszce i powiedział, że dopóki będzie ona wgnieciona, to oznacza, że żyje.

Mały Kamienny Chłopiec chodził więc po lesie i pytał wszystkich zwierząt o swoich wujów, czasami też wołał i nie raz wydawało mu się, że ktoś mu odpowiada. Kiedy jednak okazało się, że był to jedynie niedźwiedź grizli, który go przedrzeźniał, młodzieniec się zdenerwował. Po krótkiej, aczkolwiek burzliwej wymianie zdań niedźwiedź rozdrażniony przez człowieka zaatakował Chłopca. Ten jednak w jednej chwili stał się twardy i ciężki jak kamień, przez co na nic zdały się kły i pazury futrzastego olbrzyma. W końcu młodzieniec zniecierpliwiony odepchnął niedźwiedzia i posłał mu strzałę prosto w serce.

Następnie wyruszył w dalsza drogę szukając śladów rodziny. Dotarł do wielkiego zwalonego przez piorun drzewa, gdzie odnalazł ślady walki i kilka takich samych strzał, jakie miał we własnym kołczanie po jednym z wujów. Kiedy chłopiec przyglądał się strzałom, na niebie bezpośrednio nad nim zaczynała się zbierać niewielka burzowa chmura, która dość szybko zaczęła uderzać piorunami, a wraz z nimi pojawiła się na ziemi niedaleko młodzieńca świecąca postać, która wyzwala go do walki. Mężczyzna ten był niesamowicie silny, ale Kamienny Chłopiec dotrzymywał mu kroku, a przy tym był bardzo ciężki i trudny do utrzymania. Walka trwała długo, w końcu jednak młodzieniec wygrał, a chmury na niebie zaczęły się w popłochu rozlatywać na wszystkie strony.

Wtedy Mały Kamienny Chłopiec pomyślał, że to właśnie ten mężczyzna musiał zabić jego wujów. Postanowił zatem wyruszyć do jego domu, aby sprawdzić co się z nimi stało. Odciął od skalpu martwego kawałek puchu, dmuchnął w niego, a gdy ten poleciał w kierunku do nieba, młodzieniec wyruszył za nim. W ten magiczny sposób Chłopiec znalazł się w krainie Ptaków Grzmotu. Było tam przepięknie. Bardzo szybko zauważył, że mieszkało tu pełno ludzi, wszędzie jak tylko okiem sięgnąć stały tipi. Uwagę młodzieńca przykuło wielkie drzewo mniej więcej po środku “wioski”. Dmuchnął w puch i podleciał bliżej do niego. Kiedy ujrzał dziuple, postanowił sprawdzić, co w niej jest. W środku było niemalże nieskończenie wiele niewielkich czerwonych jajek. Kiedy jednak zaczął je poruszać i przekładać, natychmiast pod drzewem zebrali się ludzie. Chłopiec, aby ich odpędzić postanowił rzucić w nich jajkiem. W momencie, kiedy to się rozbiło, natychmiast jeden z ludzi padł martwy. Wtedy ktoś z tłumu na dole krzyknął: “oddaj moje serce!”. Tyle informacji wystarczyło Chłopcu, aby zrzucił wszystkie pozostałe jajka na ziemie, zabijając przy tym mieszkańców wielkiej wioski. Zostawił tylko cztery serca należące do dzieci i kazał ich właścicielom pokazać co się stało z wujami Kamiennego Chłopca. Kiedy już dzieci wskazały mu miejsce, gdzie były złożone kości, chłopiec z kamienia polecił im przynieść wodę, drewno, kamienie oraz gałęzie na szałas pary. Gdy wszystko było gotowe, młodzieniec zaniósł kości do szałasu, a na rozżarzone kamienie wylał wodę. Zaczął śpiewać lecznicze pieśni i powoli z magicznej pary było słychać ledwo słyszalne dźwięki, które stopniowo zaczęły przechodzić w szepty, a następnie w śpiew. Po dłuższym czasie cała dziesiątka braci wyszła z szałasu cała i zdrowa, dziękując przy tym za przywrócenie im życia. Jedynie najmłodszemu z nich brakowało jednego palca. Wtedy siostrzeniec bez najmniejszych skrupułów zabił ostatnia czwórkę dzieci, a najstarszemu z nich odciął palec, aby uzupełnić brakującą kość swojego wuja.

Następnie wszyscy wrócili szczęśliwie na ziemie i udali się w kierunku tipi, gdzie czekała na nich siostra i matka. Kamienny Chłopiec wyprzedził wujów i pobiegł uprzedzić swoją opiekunkę, aby przygotowała wielką ucztę.

Przez jakiś czas cała rodzina żyła szczęśliwie. Młodzieniec chodził na samotne polowania. Najbardziej lubił zabijać te najdziksze i najniebezpieczniejsze. Często jednak robił to niepotrzebnie, tylko po to, aby zdobyć kły i pazury zwierzęcia. Jego rodzinie się to bardzo nie podobało i błagali go, żeby przynajmniej oszczędzał te zwierzęta, które dla Dakotów są święte, jednak Chłopiec wierzył, że zawsze ochroni go jego nadnaturalna siła.

Jednak pewnego dnia siedział smutny przy ogniu i nic nie mówił. Wszyscy nalegali, aby powiedział, co się stało, a wtedy opowiedział im, jak to od kilku dni słyszy głosy zwierząt, że planują zaatakować Małego Kamiennego Chłopca i całą jego rodzinę. Słyszał też rozmowę bobra ze szczurem piżmowym, które ustaliły, że zatamują rzeki i jeziora, aby spowodować powódź. Podsłuchał również naradę ptaków, gdzie jeden z nich opowiadał jak to został wybrany na posłańca Ptaków Grzmotu, oraz że na dany sygnał otworzą się bramy nieba, aby zatopić Kamiennego Chłopca. Niedźwiedzie i borsuki natomiast zostały wyznaczone do zrobienia podkopów pod domem. Młodzieniec nie obawiał się jednak o siebie, ale o matkę oraz wujów. Rodzina nie była aż tak mocno zaskoczona rozwojem wydarzeń, wiedzieli, że za takie zabijanie zwierząt bez potrzeby spotka go kara. Chłopiec postanowił poprowadzić rodzinę do obrony i zaczęli szybkie przygotowania. Na początek młodzieniec rzucił mały kamyk w powietrze i wzniósł potężny mur wokół tipi. Kolejne pięć kamieni, które wyrzucił, również zamieniły się w mury okalające te poprzednie. W tym czasie wujowie przygotowywali łuki i strzały, a następnie rozmieszczali je w odpowiednich miejscach pomiędzy murami. Matka Chłopca przyrządzała zaś dużo jedzenia na zapas i mokasyny na zmianę.

Wkrótce zaczęła się zbliżać armia zwierząt. Każde plemię szło osobno, dowodzone przez przywódcę o ogromnych rozmiarach. Początek był przerażający. Zwierzęta z dzikim okrzykiem rzuciły się na mury, podczas gdy stworzenia kopiące nory zabrały się za podkop. Kamienny Chłopiec jednak strzelał w napastników z taka śmiercionośną dokładnością, że wrogowie padali tysiącami. Ich straty były ogromne do tego stopnia, że ciała poległych utworzyły zaporę wyższą niż pierwotna i pozostałe przy życiu zwierzęta bardzo szybko się wycofały. Nie był to jednak koniec zmagań. W międzyczasie bobry zatamowały wszystkie rzeki i nadciągnął ulewny deszcz, co bardzo szybko spowodowało powódź. Oblężeni wycofali się aż do tipi, jednak woda wlewała się podkopami do środka. Poziom wody ciągle się podnosił, potopił już matkę oraz wujów, jednak samego Chłopca nie dało się do końca zniszczyć. W końcu został jednak pokonany przez wrogów i zakopany na wpół w ziemi i przeklęty, aby już nigdy nie mógł chodzić. Znajduje się on tam po dzień dzisiejszy.

A stało się to dlatego, że Mały Kamienny Chłopiec nadużywał swojej nadprzyrodzonej siły i dla zabawy pozbawiał życia stworzenia, które były mu dane tylko po to, aby zaspokoić swoje żywotne potrzeby.

Red. Sunka Wakan


Zapraszamy do gry w The West

0 razy komentowano: “Legendy indiańskie: Chłopiec z kamieniaDodaj swój →

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *