previous arrowprevious arrow
next arrownext arrow
Shadow
Slider

Dziennik The West

Młode sroczki

              Poranek był rześki i pogodny. Zapowiadało się na słoneczny parny dzień. Trawy lekko kołysane wiatrem działały uspokajająco. Ptaki w tym miesiącu uczyły swoje młode latać. Co niektórym nie wychodziło to, ale rodzice troskliwie i cierpliwie uczyli i dokarmiali swoje pisklęta. Rodzeństwo srok – wiecznie rozkrzyczane, przy rodzicach też się zajęły sztuką latania. Po kolei w ciągu jednego dnia trzy z pięciu już latały twierdząc, że to najlepsza zabawa. Pozostałe dwa miały inny start. Jedno mniejsze wylądowało w trawach, a drugie równie małe widząc to zrezygnowało
z pierwszego lotu. Wyrośnięte młode podfruwały za rodzicami hałasując, jak tylko się dało. Nadszedł wieczór i prawie wszyscy wrócili do gniazda, już nieco za małego dla wszystkich. Z dołu nawoływało rodziców to młode, któremu pióra dostatecznie nie wyrosły by latało. Okolica zwana Ptasim Gajem była rzeczywiście urokliwa, zamieszkała wyłącznie przez ptactwo, jakby rzeczywiście ta część zagajnika odcinała się od świata. Nie było więc problemu by jedno z dorosłych sfrunęło w trawy do podlotka. Wielu ptasich rodziców praktykowało takie pilnowanie, nie obawiając się niebezpieczeństwa. Po kilku dniach wszystkie sroki już wesoło latały. Nadeszła pora usamodzielnienia się.
Pierwsza sroczka zamieszkała w niedalekim sąsiedztwie. Drugą poniósł jeden
z czterech głównych wiatrów i z nim zwiedzała świat. Zaglądała do domów i garnków, nie dawała się złapać zwierzętom ucierając im nosa, nigdy jej nie dogonią, gdyż nie maja pod sobą wiatru. Przenosząc się często prawie każdy dzień zaczynał się i kończył gdzie indziej. Niektóre miejsca były zwyczajne, a inne egzotyczne ale zachwyt sroczki był widoczny każdego dnia. Trzeciej sroczce ukazało się miasteczko, gdzie zawsze coś mocno błyszczało. Któż nie zna tych ptaków z zamiłowania do błyskotek. Czwartej sroczce los przeleciał przed oczami, gdy dopadł ją lis, jednak odżałował jedzenia,
a wdzięczna zawsze wołała go do ciekawych miejsc, w których mógł się pożywić.
W zamian lis kradł dla niej bezużyteczne świecidełka i biżuterię. Układ idealny. Ostatniej przyszło żyć pod dachem z człowiekiem. Gdy po ucieczce złamała skrzydło, ten starszawy już pan zaopiekował się nią, a ta potem razem z nim wczesnym rankiem zbierała bursztyn. Natura zawsze dba o to co sama stworzyła.

Norrtia

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *