previous arrowprevious arrow
next arrownext arrow
Shadow
Slider

Dziennik The West

Ulotna prawda

Musieli biec dwójkami, tak się spotykali by choć jedno miało szanse dobiec z trofeum.
Z większymi lub mniejszymi problemami, wszyscy opuścili wioskę gdy wstawał różowy wschód słońca.
Gdy mijali znane miejsca, kto chciał ten się zatrzymywał. Znów musieli przejść koło wodospadu, gdzie zamyślony Indianin łowił ryby.
Przepłoszyli niedźwiedzia, który umknął hałasującym z rybą w pysku. Znów mogli dwójkami się ścigać.
Robiono sobie z rana psikusy, ktoś komuś do spania przyniósł skunksa, a nieszczęśnik wychodził z opresji cały podrapany przez zdenerwowane, ale waleczne zwierzę. Ktoś komuś krzaki jeżyn za ubranie wrzucił
i przewracanie na drugi bok, okazywało się bolesną pobudką. Dni mijały, a grupki rywalizowały ze sobą nie tylko psikusami.
Gdy przyszła pora, pierwsi którzy dotarli oddawali swoje łupy. Liczyło się nie pierwszeństwo, ale co zostało przyniesione.
Pochwalono każdą parę. Ci łucznicy, którzy przynieśli klucz, byli również wyróżnieni.
Przybył również wojownik i oddał wywalczony ostatni klucz.
Pod wieczór zebrano mieszkańców i najstarsza otworzyła wszystkimi kluczami kufer. Opadł kurz i rozejrzała się po obszernym wnętrzu. Leżała tam torba i kilka pustych kart papieru. Z torby wyjęto prostokątny kawałek bizoniej skóry, ładnie ozdobiona po brzegach kolorowymi sznurkami.
Na skórze widniało jedno zdanie: Ciesz się darem życia, które otrzymałeś, to największy dar matki natury.
Wszyscy wiedzieli, że to ważne. To było wszystko co zostawił im ich wódz.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *