Wiersz_o_piwomax

Wierszyk o PiwoMaxie

Idzie Piwko polną dróżką i porusza nóżkę za nóżką.
Za rogiem widzi pierwszy w życiu fort, coś nowego w końcu nie jest stąd.
Zebrał sobie myśli kilka i założył swój strój wilka.
Czeka sobie już na bitwę, za chwilę rozpocznie tą gonitwę.
Tutaj biją, tam już tłuką i oberwał w lewe ucho. Padł na ziemię, słyszy dzwony czy już los jego przesądzony?
Fort zdobyty, koniec bitwy zatem czas już na modlitwy.
Stąd te dzwony leży Piwko wciąż ogłuszony. Do znachora go zabrali, leczy on w koszarnej sali. Dr. Wauppe go przyjmuje, pyta ,,Jak się Pan czuje?”. Ten zaskoczony w końcu lekarz jest czerwony. Odpowiada ,,Jako tako wreszcie mamy ciepłe lato”. Wyleczony legnie do miasta, może tu mu sprzyja passa. Nieomylny się okazał, przed założycielami się wykazał. Dostał ciuchy,bronie,konia i zaciągnął się do woja. Odtąd wiernym był żołnierzem, nie zasłaniał się kołnierzem. Swoich ratował,obcych bił, bardzo lubił widok krwi. Tu historia ta się kończy ktoś wystawił za nim list gończy. Morał opowieści tej jest taki, lepiej chodzić słuchać ptaki.

Lares

Zapraszamy do gry w The West

0 razy komentowano: “Wierszyk o PiwoMaxieDodaj swój →

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *